Kamienowanie cudzołożnicy – Kościoła

Czytam dzisiejszą Ewangelię (J 8, 1-11) Zamykam oczy i…

Widzę szalony tłum oskarżycieli prowadzony przez wykształconych ludzi, którzy korzystają ze swoich 5 minut bycia przywódcą. Tłum , który gromadzi się wokół kobiety przyłapanej na popełnieniu cudzołóstwa.

Intencje tych ludzi nie są czyste. Los kobiety jest im obojętny, a tym czego pragną jest oskarżenie i pozbycie się Jezusa Chrystusa.
“Co z nią teraz zrobić? Czy ukamienować?” – pytają prowokacyjnie.

Otwieram oczy i…

Samo życie! Niemal codziennie widzę ten sam rozjuszony tłum, który pragnie wymierzenia sprawiedliwości grzesznicy.  Spotykam w pociągu, w pracy i na imprezach ludzi na wysokich stanowiskach i wykształconych,  którzy myślą, że sami sobie są bogami. Mają oczy mędrców i specjalne szkiełka, przez które patrzą na świat. Dzięki naukowym książkom i publikacjom naukowym zdobyli już ogrom wiedzy o tym świecie, a Pan Bóg jawi się im jako mitologiczna postać i zbędny w dzisiejszych czasach wytwór kultury. Podług siebie i swojego rozumowania próbują wytykać samemu Chrystusowi błędy, podchwycić Go w słowie, wszystko sprytnie przeinaczając.
Mijają mnie na ulicach też zwykli ludzie, ludzie prości, chłonący każdą sensację,  którzy to patrzą na całą sytuację z boku, jakby szukali w niej rozrywki i tematu do rozprawiania przy rodzinnym obiedzie.

Widzę ten tłum oskarżycieli i oskarżoną… Kościół Katolicki.

Winny według niektórych wszystkim grzechom tego świata – wojnom, pedofilii, nienawiści, podziałom. Ciemny, zakłamany, zły, któremu nic nie zawdzięczamy poza indoktrynacją głupich, słabych psychicznie ludzi.

Gdzie Papież Franciszek z mową na obronę Kościoła i samego siebie?
Dlaczego Kościół nie odpowie raz a dobrze wszystkim, którzy bluźnią? Dlaczego pozwala wykorzystywać fakty dotyczące grzechów w Kościele Katolickim, by niszczyć całe dobro dokonujące się z udziałem tejże instytucji, wspólnoty ludzi – wielkiego Chrystusowego dzieła?

Co robi Jezus, Bóg, Pan nasz? Gdzie On w tym wszystkim jest, kiedy tłum pastwi się nad grzesznicą? (J 8, 1-11)

Chrystus nie odpowiada od razu na prowokację faryzeuszy, ale daje sobie czas na ciszę i rozważanie. Nie pozwala wciągnąć się w grę faryzeuszy.
Nie staje w porywie emocji na wielkim kamieniu i nie wygłasza godzinnego kazania, które i tak nie dotarłoby do ludzi o zamkniętych sercach. To nie miałoby najmniejszego sensu…

Jezus Chrystus „nachyla się i pisze palcem po ziemi”… jak gdyby nigdy nic, a  po chwili, spokojnie udziela ważnej nauki dla wszystkich obecnych:
„Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.”
Cisza… rozeszli się.  Może ktoś złorzeczył wtedy pod nosem, a ktoś przemyślał i rozpoczął drogę nawrócenia…?

To potrafi tylko Bóg. Zamknąć w milczeniu, jednym słowie lub krótkim zdaniu potężną treść…
Pamiętajmy o tym w chwilach prowokacji… Popiszmy palcem po ziemi, zróbmy kilka wdechów, pomódlmy się o miłość i łagodność w sercu dla oskarżycieli, a później z Bożą pomocą zamknijmy napomnienie w jednym zdaniu.

Miłość – potępienie grzechu i dobra nowina

W dzisiejszej ewangelii  znajdujemy całą prawdę o miłości Bożej.
O miłości bez granic, która jest cierpliwa, łaskawa i nie szuka swego.
Miłości nie tylko do sprawiedliwych i idących za Bogiem, ale też do tych faryzeuszy, skupionych na niszczeniu samego Chrystusa i jego dzieła.

Pan Jezus, jak widać nie skacze im do gardeł. Nie staje sam w swojej obronie. Cierpliwie napomina, przypominając o grzechu i pokazując drogę zbawienia.  Pan Jezus po prostu pokornie robi swoje. Nie wchodzi w konflikt. Nie szemra. Nie prowokuje.

W tej właśnie miłości – cierpliwej, łaskawej, która nie szuka swego –  Chrystus potępia grzech, mówiąc do cudzołożnicy:
„Ja też cię nie potępiam. Idź, lecz odtąd już nie grzesz”.

Gdzieindziej robi to w inny sposób:
”(…) ci którzy czynili dobro, zmartwychwstaną do życia, ci natomiast, którzy czynili zło, zmartwychwstaną na sąd.” (J5, 17-30)
„(…) jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.” (Łk 13, 1-9).

Pan nasz nie ma na celu jedynie odkrycia grzechu przed człowiekiem i napomnienia go. Każdy może sobie wyobrazić, jak ciężkie byłoby brzemię bojaźni bożej, poczucia własnej marności i grzeszności, gdyby nie nadzieja zmartwychwstania. Gdyby nie możliwość pojednania w sakramencie pokuty….
Mówiąc o konsekwencjach  złych uczynków, Pan Jezus jednocześnie głosi dobrą nowinę i miłosierdzie Ojca – zaszczepiając w sercach ludzi jedną z trzech cnót – NADZIEJĘ.

Zadaniem każdego apostoła – każdego z nas jest napominanie wynikające z miłości bliźniego i pokazanie drogi do Boga. Niesienie wieści o tym, że wszyscy możemy żyć wiecznie w Królestwie Niebieskim,  jeżeli w porę się nawrócimy.

Pan Bóg kocha, dając szansę absolutnie każdemu. Wyciąga ludzi z dna rozpaczy, samotności, uzależnień… Z wielkich, wielkich przewinień. Pod jednym tylko warunkiem, że grzesznik w pokorze stanie w prawdzie i zapragnie żyć lepiej.

Pokusa ukamienowania bliźniego

Od Chrystusa uczymy się, że z miłości bliźniego wynika obowiązek napominania, gdy nasi bliźni czynią zło. Jednocześnie dostajemy inną lekcję:

Jedynym grzesznikiem, za którego zbawienie możesz wziąć pełną odpowiedzialność – jesteś Ty sam.

Potępianie innych nie może być zasłoną okrywającą nasze własne grzechy.

Chrystus przypomniał tłumowi faryzeuszy i uczonych oraz każdemu z nas, że absolutnie każdy jest grzesznikiem.

Gdy rzucisz kamieniem w drugiego człowieka – to go nie nawrócisz, a tylko oddalisz siebie od Boga.
Gdy odłożysz kamień na bok i spojrzysz na siebie – zobaczysz ile jeszcze masz do zrobienia…

Zapytaj siebie:
Czy zdarza mi się pod pozorem walki o dobro i czystość kamienować innych ludzi?
Czy pozwalam czasem by emocje zaciemniały mój osąd i daję się wciągać w grę faryzeuszy?
Czy zamiast wydawać wyrok na innych, konfrontuję się z prawdą o sobie?
Czy mimo przytłoczenia grzechami tego świata potrafię zachować łagodność dla innych grzeszników?
Czy poddaję się kuszeniu, by moje zdanie było zawsze na wierzchu?

Pokusa umywania rąk

Jedyną osobą, na którą masz całkowity wpływ – jesteś Ty sam
Bo jak mógłbyś  siłą zmienić innego człowieka?
Lub zmusić go do dobrego postępowania?

Zbyt łatwo  jednak można dać się zwieźć pokusie umywania rąk, nieoceniania i terrorowi źle pojmowanej tolerancji – chorobie pacyfizmu i nieoceniania sytuacji w kategorii grzechu, w imię zachowania poprawnego statusu znajomości, czy dobrej opinii w pracy.

Obowiązkiem każdego pełnoprawnego użytkownika własnej kory mózgowej  jest przecież rozeznawanie, co dobre, a co grzeszne!

Oceniać jest bowiem rzeczą ludzką i konieczną. Bez tego nie byłoby mowy o wolnej woli.

Jak mógłbyś decydować o sobie świadomie bez oceny rzeczywistości w świetle Bożego prawa?

Zapytaj siebie:
Czy nie boję się nazywać grzechu po imieniu?
Czy potrafię trzeźwo i w świetle bożego prawa oceniać rzeczywistość?
Czy interesuję się swoim otoczeniem, społeczeństwem i kulturą, czy uciekam w egoizm?
Czy mam odwagę stawać w obronie dobra, Prawdy, wiary, gdy ktoś chełpi się grzechem i bluźni przeciwko Bogu (jednocześnie nie stawiając siebie w roli sędzi i nie kamienując bliźniego)?
Czy staram się podchodzić do bliźnich z miłością, która przede wszystkim pragnie dla drugiego człowieka zbawienia?

Modlitwa
Panie, jesteś tak miłosierny względem mnie. Pomóż mi naśladować Ciebie w miłości do człowieka. Amen.

Dodaj komentarz