Nie moje życie

Nie jestem właścicielem swojego życia

Wielokrotnie mogłam się o tym przekonać, kiedy to skrzętne plany i przewidywania stawały się niemożliwe do zrealizowania w jednej minucie. Sekundzie.
Miałam swój czas oporu, frustracji i buntu przeciwko Panu Bogu, czy jeszcze przed nawróceniem – psioczenia na zły los, energię wszechświata i wstrętnego pecha.
Przeżywałam rozczarowania i smutki z powodu utraconych marzeń, wydawałoby się wtedy tak wielkich, wzniosłych i warunkujących “prawdziwe szczęście”.

Nie takie dzieciństwo – bo to niesprawiedliwe, że mając 10 lat tracę siostrę w wypadku, a cała rodzina pogrąża się w żałobie na wiele lat.
Nie taka umowa z Babcią…która, gdy miałam 5 lat, obiecała, że dożyje mojej osiemnastki. Zawsze dotrzymywała słowa, a tym razem zawiodła mnie dotkliwie.
Nie taki wynik na maturze i nie te studia.
Znów nie taki wynik matury i znów nie te studia.
Nie to miasto.
Nie ten narzeczony – o zgrozo.
Nie ta praca, nie takie pieniądze.
Nie takie miejsce poznania miłości życia.
Tylko nie ciąża przed ślubem (o rety?!).
Tylko nie konflikt na linii mąż – rodzina!
Tylko nie choroba córki w momencie mojego upragnionego rozkwitu zawodowego!
Tylko nie poronienie…
… I znów ciąża w nowej, tym razem wymarzonej pracy.
O ironio!

Pan mój i Bóg mój

Dawniej wszystko, co szło niezgodnie z moim planem było „nie tak” i budziło wewnętrzny sprzeciw, a teraz…jestem za to wszystko Bogu wdzięczna.

Za to, że kształtował mnie tyle lat w wiadomy mi i Jemu, niepowtarzalny i niezwykle delikatny sposób.

Za to, że przeprowadził przez wyboistą drogę do nawrócenia.
Za to, że pokazał mi, jak śmieszna jestem, gdy pokładam nadzieję w sobie i zgrywając siłaczkę udaję, że całe życie trzymam w swoich rękach.
Za to, że zobaczyłam w ilu momentach nie jestem w stanie dźwignąć więcej, niż kilogram cukru…
Za to, że zapoznał mnie z uczuciem bezradności i braku kontroli.

W zamian za to pokazał drogę ufności i uległości, na której zawsze jest obecny On – Tata, któremu jak dziecko wierzę bezgranicznie w każde zapewnienie „będzie dobrze”, „jestem przy tobie”, „pomogę Ci”. To Jego wieloletnia praca nade mną. Cierpliwa i cicha – jak kropla, która drąży skałę.

Relacja przełożony – podwładny

Nie będąc pokornym trudno jest być podwładnym.
Wielu jest takich z konieczności, a nie z miłości.
Tacy nie mogą poczuć się wolni, często narzekają, cierpią duchowo i fizycznie ciągle stawiając wewnętrzny opór…
Mogą biegać tu i tam, ciągle zmieniać otoczenie, zajęcia, a i tak nie znajdą wewnętrznego pokoju, póki pokornie nie poddadzą się rządom Przełożonego.

Wiadomo, że człowiek chętniej postępuje według własnego zamysłu i otacza się tymi, którzy się z nim zgadzają. Taka już ludzka przypadłość wyniesiona wraz z grzechem pierwszych rodziców z Raju.
Z tego powodu relacja przełożonego i podwładnego bywa trudna i burzliwa.

Kiedy jednak plany stają się niemożliwe do zrealizowania, a my zostaniemy sami z bałaganem w głowie… Co wtedy?
Dobrze byłoby mieć  się do kogo zwrócić.
Dobrze byłoby mieć dobrego, wyrozumiałego przełożonego, który przejąłby ster i wyprowadził nas z beznadziejnego położenia.

Jakie uczucia towarzyszą Ci, gdy coś idzie nie po Twojej myśli?  
Jaka jest Twoja gotowość do podążania za natchnieniami Ducha Świętego wbrew swoim zamysłom?

Być jak Święty Józef

Warto spojrzeć na Św. Józefa, którego życie stanęło na głowie za sprawą samego Boga.
Mimo lęku potrafił zaufać Bogu, odczytywać Jego wolę i podążać za nią. Podejmował odważne działania i stawiał czoło trudnej sytuacji.
Wszystko w pełnym zaufaniu.

Jak widać Bóg nie zostawił Józefa, lecz dodał otuchy i umocnił go Słowem.
Taki wydawałoby się prosty cieśla… Tak potężny, że do dziś zajmuje się „sprawami beznadziejnymi”. Tak skromny, że wiemy o nim tyle, co nic. A jednak to on, spośród wszystkich ludzi, został wybrany przez Boga na opiekuna Jezusa i Maryi…
To on własnymi rękami kołysał Króla i Stwórcę do snu…

Modlitwa

„Panie Boże, oddaję Ci każdy dzień, każdą chwilę i każdy oddech.
Całą moją rodzinę, małżeństwo, dzieci i wszystkie działania powierzam Tobie.
Chcę być przydatnym narzędziem w Twoich rękach – posługuj się mną wedle Twojej woli”
To moja codzienna modlitwa serca <3

Jaka jest Twoja?

[Mt 1, 16. 18-21]
[Mt 21, 33-43, 45-46]
Tomasz a Kempis. O naśladowaniu Chrystusa. Posłuszeństwo i uległość

Dodaj komentarz