Wyróżnienie i wyzwanie – czyli kilka słów o wychowaniu dziecka w wierze

Treść obrazka może wzbudzać kontrowersje, ale nawet jako (jedną nogą) ciało pedagogiczne, zainteresowane komunikacją bez przemocy i psychologią dziecięcą, zgadzam się z nim w 100%… Chociaż nie jestem żadnym autorytetem w kwestii wychowywania dzieci, bo mam na stanie tylko (aż!) 3-letnią córkę i synka “w drodze”, chcę podzielić się z Wami, co w naszej rodzinie rodzi piękne owoce.

Jak mówię o Panu Bogu?

Opowiadałam o Panu Bogu w zasadzie od pierwszych dni życia, może nawet nieświadomie używając zwrotów “Z Panem Bogiem!; Dzięki Bogu!”; modląc się, gdy maleństwo było jeszcze pod moim sercem, czy błogosławiąc i kreśląc krzyżyk na maleńkiej dziecięcej główce. Nie straszę piekłem, Bożym gniewem, czy diabłami. Staram się jednak wprowadzać od najmłodszych lat pojęcie Boga – Stwórcy i najlepszego Taty, który nas słucha. Boga, od którego wszystko jest prezentem – rodzice, domek, chlebek, świat…
Boga, który cieszy się, kiedy dobrze postępujemy i gdy nasze serce jest pełne miłości. Oczywiście nasze serce jest czerwone i wesołe, kiedy okazujemy innym szacunek, dzielimy się, potrafimy przepraszać i dziękować (o tym, jak wprowadzam te pojęcia do życia dziecka – będziecie mogli przeczytać innym razem). Opowiadam z radością, ale i z należytą powagą, czasami stosując rysunki, wycinanki i odgrywając teatrzyki.

Staram się, żeby codziennie córka widziała nas modlących się razem z mężem (choćby nawet chwilkę, przed snem).
W trudnych chwilach, kiedy wszystkie środki wychowawcze zawodzą, wystarczy, że wspomnę o czerwonym serduszku i o miłości Pana Boga do nas. O tym, jak on pragnie naszego czerwonego, czystego serca.
Albo o tym, jak Anioł stróż potrafi skrzydłami rozganiać złości, jak pomoże w potrzebie… Albo sięgam do autorytetu Matki Najświętszej, która ma płaszcz, żeby nas chronić. Czy poprosimy Ją razem o pomoc? Zwykle sięgnięcie do największych Autorytetów, staje się dla córki solidną podstawą do odbicia się z emocjonalnego dołka i daje mi przestrzeń do rozmowy o uczuciach i panowaniu nad emocjami.

“Bądźcie jak dzieci…”

Jak wielkim skarbem jest niewinne, dziecięce serce otwarte na Boga! Dla Zosi bawiącej się niemalże ciągle w świecie wyobrażeń, dinozaurów, latających delfinów i koni, Pan Bóg jest absolutnie poważnym tematem. Jest już teraz największym autorytetem i podporą (choć razem z Tatą i tak wszyscy w 3 jesteśmy na podium 😂)
Pękaliśmy z radości, gdy 1,5 roczna Zosia wieczorem wołała przed snem “Tata! AmeM!” upominając się o modlitwę.
Mam ciarki, kiedy mówi “Nie mówcie tak do siebie, bo Wase selduska będą smutne”, albo “Zapomnieliśmy się pomodlić” albo “Chciałamby podziękować Panu Bogu za zółwia i delfinki. I pseplosić za ksyki i niegzecność…”

Wielka nauka płynie dla nas z obserwacji naszej córki. Jej serce jest tak ufne, czyste i otwarte na Boga… Bez cienia wątpliwości zawierza się Mu w pełni. Gdy czegoś się boi, mówi “Mamusiu…Boję się iść tam sama, ale jest ze mną Pan Bóg.”

Każdy rodzic dzieli się z dziećmi tym, co uważa za najcenniejsze.

Dając Dziecku miłość do Tego, którego sami kochacie najbardziej, wyposażycie je w potężną “oręż” do walki ze złym i najpiękniejszą “chusteczkę na otarcie łez”.
Chcecie podzielić się Waszym doświadczeniem, ciekawą literaturą albo o coś zapytać? Piszcie śmiało!

Niech Wam Bóg błogosławi!

Dodaj komentarz